czwartek, 17 lipca 2014

o szczęściu

Dzieci wróciły z obozu niezmiernie zadowolone. Opalone na złoto, rozdarte pomiędzy radością z powrotu a chęcią powtórnego turnusu, czyli zdrowo, poumawiane na przyszły rok, z nowymi znajomymi, znacznie usamodzielnione, brudne, sprawne i zdrowe. Przyznam teraz otwarcie, obaw miałam tysiące, w końcu synek ma zaledwie siedem lat, dwa tygodnie 300 kilometrów od domu to jednak sporo, dodatkowo, w połowie turnusu możliwe były odwiedziny, a że znaczna większość dzieci pochodziła z okolic kolonii, tylko do garstki rodzice nie przybyli (nas nie było, brzuch mnie ogranicza). Ale przeżyli bez traumy, żeby nie powiedzieć z radością. Drogę powrotną wydłużyliśmy o krótki pobyt nad morzem i nawet trafiliśmy na wieloryby w Pobierowie. Istne szaleństwo, w poprzednich ciążach nie pozwoliłabym sobie na taką ekstrawagancję.


Po powrocie, wypraniu i wysuszeniu 8 pełnych pralkowych wsadów (suszarka bębnowa ratowała nam życie!), pojechały na noc do stęsknionych dziadków, a my na randkę (przez dwa tygodnie ich nieobecności nam się nie udało, bo kupowaliśmy wózek i pieluchy, zatrułam się i trzy dni rzygałam, uczyłam się do egzaminu i przyjmowaliśmy gości). Eksplorowaliśmy uliczki naszego miasta w upale, odwiedzając lodziarnie oferujące manufakturę. Najpyszniejsze lody na świecie (ogórek zielony i limetka, malina z winem porto, mówię Wam, niebo w gębie, będziemy to powtarzać, nawet jeśli to oznacza stanie w kolejkach o 22.15), kilometry po asfalcie, ludzie znani i nieznajomi, Stary Rynek, leżaki w samym centrum, wygodne japonki, krawężniki i ławki i fontanny, trzymanie się za ręce, komplementy, pocałunki, żarty, obietnice, wspomnienia, mam cudownego męża, po ponad jedenastu latach małżeństwa nadal twierdzę, jak i on, że mamy szczęście.
Dużymi krokami zbliża się w naszym domu niemała rewolucja i nie chodzi mi tu o kolejnych gości, którzy się zapowiadają w 36 tygodniu ciąży, czy też teściowej, która ma plan zabrać dzieci do siebie na tydzień może dwa . Powoli kompletuję wyprawkę, szykuję torbę, wszystko wraca, strach, ból, wyparte doświadczenia, chciałabym by już było po, chciałabym, by wózek nie stał pusty w oczekiwaniu, tymczasem przed nami dobre cztery tygodnie, celebrujemy.

4 komentarze:

  1. No photoshop involved :-D dzięki! Wieloryby bardzo potrzebują dobrego słowa:-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale piękny brzuch!!!! Mój po Michale nadaje się tylko na strony "tak wyglądaja prawdziwe ciała kobiet po ciąży" :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chwalmy, prawda, dnia przed zachodem słońca. Zobaczymy za jakiś miesiąc, czy równie chętnie mąż będzie mi strzelał fotki, a ja ochoczo je publikowała. NIE SĄDZĘ! :-D

    OdpowiedzUsuń