wtorek, 17 kwietnia 2012

debiut

Za nami debiut sceniczny naszej córki. Zasiadła dziś, uczesana w dwa warkocze, moja maleńka niegdyś córeczka, na szkolnym krześle rozmiar czerwony, wetkała między szczupłe uda wiolonczelę, której nóżkę wbiła stanowczo w podłogę, dziarsko chwyciła smyczek i zgrabnym ruchem głowy dała znać akompaniatorce na rozpoczęcie. Wygrała swoje dźwięki trzymając mnie na bezdechu, dopiero siniejące i zdrętwiałe usta przypomniały mi o prawidłowej pracy płuc, serca i wątroby. Odetchnęłam dopiero gdy zabrzmiały oklaski. Jestem z niej TAAAAAKAAA DUUUMNAAA!!! Liczna widownia, pęczniejąca naszą rodziną (bratowa w ciąży chwilę przed terminem) ale i rodzinami i znajomymi królika wszystkich pierwszaków wstrzymywałą oddech, gdy komuś zapodziały się tony, a dwie urocze prowadzące chichocząc przepraszały za usterki techniczne (tak, Zofijka prowadziła ten popis, moja dzielna, duża dziewczynka). Moje macierzyństwo jest niesystematyczne, himeryczne, mało spójne, czasem neurotyczne, choleryczne i gwałtowne. Z porywami. Dziś nabrało blasku i wiatrem napełniło skrzydła, że tak to ujmę z grafomańskim polotem!

3 komentarze:

  1. łzy mi w oczach się zakręciły, tak to napisałaś... gratulacje!!! brawoooooooo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale :) Gratulacje dla Zofii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. dziękuję w imieniu córki. Jak uda mi się zgrać z męża komórki nagranie, i uda mi się je umieścić n yt, to Wam pokażę. Była świetna po siedmiu miesiącach nauki :)))

    OdpowiedzUsuń